RSS
poniedziałek, 08 grudnia 2014
Mikołajkowe horror story

Jest czarna, głeboka noc. Budzę się, bo słyszę, że ktoś otwiera drzwi na korytarz. Kontrolnie wychylam się z łóżka, stwierdzam, że to Krzyś ogląda swoje prezenty zostawione w butach, więc wracam pod kołdrę. Rzucam jeszcze okiem na zegarek i jęczę - jest 6.20 (Zosia, macie z Krzysiem ten sam gen chyba:)

Aktywność Krzysia oczywiście nie pozostaje bez echa, więc po 15 minutach i Wera wstaje. Zakopuję się głębiej pod kołdrę, ale "Mamo, siku!" trudno zignorować (czemu wciąż nie kupiliśmy dobrego podstawka, by sama siadała na sedes, no czemu?!). Po odsikaniu nie mam jednak litości, zapalam boczne światło, rzucam nieefektywne "tylko nie jedzcie słodyczy przed śniadaniem" i zamykam oczy.

Po 15 minutach na wpół śpiąco wyciszam jakąś bzdurną kłótnię rodzeństwa. Odpływam. Po kolejnych 20 minutach, kiedy lodowate rączki Krzysia dotykają mojej twarzy, wstaję, zmuszam do ubrania cieplejszej bluzy, podkręcam kaloryfer. Jak już ponownie prawie zasnę, widzę nad sobą paszczę Werki i mamroczę "Mówiłam, żebyście nie jedli czekolady przed śniadaniem..." na co Werka odpowiada, że je papier. Nieefektywnie każę jej przestać. A przed ósmą łagodzę jeszcze ze dwie kłótnie.

Potem następuje błogi czas - Krzyś z zapałem wycina swoje obrazki, Wera przysysa się do mnie i zasypia, więc i ja totalnie odpływam. Około 9 budzę się pełna sił i uczucia, że to będzie piękny dzień! W koncu jedziemy dziś do Poznania, my z mężem na koncert, dzieci u cioci i wujka szczęśliwe przy zabawie z kuzynostwem, nic nam przecież tego nie zepsuje!

Godzinę później, po leniwym śniadaniu, zauważam u Krzysia pierwszą krostę. Naprawdę myślę, że musiał zjeść może jakąć pryskaną mandarynkę i to dlatego. 

Kilkanaście minut później, przy ubieraniu się, zauważam u niego trzy krosty na plecach. Śmieję się w głos, że przecież on nie może mieć DZISIAJ ospy.

Może. 

Po załamaniu się, zezłoszczeniu, wyżaleniu, kilku telefonach, biorę się w garść. A właściwie to światełko w tunelu daje mi moja mama, która rzuca nieśmiało: no przecież możecie jechać na koncert, dzieci zostaną z nami :)

* Tu przypis dla wszystkich niezorientowanych - Weronika wciąż zasypia przy piersi lub ze mną, czasem daje się uśpić tacie, nie ma mowy, by poszła spać wieczorem z kimś innym.

Ale trzymam się kurczowo propozycji mojej mamy! Wizyta u lekarza, pakowanie, obiad, zawiezienie dzieci, pożegnanie ich i w drogę.

Jaką drogę, do cholery, nic nie widać!!! Na drodze mgła, widoczność bardzo słaba, rozmawiamy z G. o testamentach... Ale dojeżdżamy szczęśliwie, choć spóźnieni. Na koncert nas wpuszczają, mamy ekstra miejsca, na dwie godziny zapominamy o wszystkim. (Jasne, że przesadzam, czasem spoglądam na telefon spodziewając się smsów dramatycznej treści:)

A potem wracamy. Tak, znowu mgła, ciemność i zmęczenie. Podpuszczam G. i zadaję mu pytania o gitarę, wtedy on się ożywia, a ja się nie boję, że zaśnie za kierownicą. Jednak przed północą widzę, że ledwo żyje, więc zamieniamy się miejscami - jak tylko usiadł na miejscu pasażera, to zasnął :) 

Niemniej dojechaliśmy szczęśliwie, dziękujemy tym, którzy o nas myśleli i którzy się za nas modlili. I tym, którzy wzięli do siebie nasze dzieci :)

A tu Tommy Emmanuel, dla którego tak warto było jechać! (no nie mogę wstawić filmiku, no!)

https://www.youtube.com/watch?v=khCaUTocceg

13:53, malypopek
Link Komentarze (1) »
czwartek, 27 listopada 2014
Próba

Przygotowania do zimy w pełni. Dziś przyszedł pocztą zamówiony kombinezon dla Krzysia, dla Werki czekał już w szafie, więc przymierzamy. Krzyś ubiera się sam, łącznie z butami i chce już biec robić orzełki na śniegu (no mamo, keidy będzie śnieg, no mamo?!), a Werce trochę pomagam. Wciągamy spodnie, regulujemy szelki, zapinamy, zakładamy kurtkę, zapinamy, sponamy ze spodniami, zakładamy czapkę.

I wtedy Werka mówi poważnie: "siku".

Jak próba, to próba, także z ekspresowego rozbierania :)

20:41, malypopek
Link Dodaj komentarz »
sobota, 22 listopada 2014
Żona

- Szkoda, że ty nie możesz zostać moją żoną... - wyznał mi Krzyś. 

O matko, myślę sobie, to już ten etap? Ale zaraz, przecież to dziecko zawsze chce się ożenić z rodzicem, a rodzic musi tłumaczyć dlaczego nie. Zatem czyżby Krzyś sam sobie wszystko wyjaśnił? Sprawdzam:

- A dlaczego nie mogę? - pytam

- No jak to. Przecież ty jesteś duża, a ja jestem mały.

 

23:53, malypopek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 20 listopada 2014
Przedszkolak nr 2

No to mamy już dwójkę oficjalnych Skrzatów - przedszkolaków ;) Druga połówka tortu zjedzona. Emocji, śmiechu, a nawet łez nie zabrakło. Wierszyki pięknie wyrecytowane, piosenki wyśpiewane, tańce i układy odtańczone. Fajnie było :)

DSC_0007m

23:40, malypopek
Link Dodaj komentarz »
środa, 19 listopada 2014
Przedszkolak nr 1

Pierwsze pasowanie i Werkowe pół tortu za nami. Jutro obalamy drugą połówkę :)

DSC_0130m

 

23:18, malypopek
Link Komentarze (2) »
wtorek, 18 listopada 2014
Starość

Dziś rozmawiałam z dziewczyną, która nie zna "Przyjaciół". Czuję się naprawdę staro...

PS. Jutro pasowanie Weroniki, pojutrze pasowanie Krzysia. Obiecałam tort żelkowy dla każdego. Wstanę chyba o piątej :)

23:09, malypopek
Link Dodaj komentarz »
środa, 15 października 2014
Kino!

Jednym z marzeń Krzysia (odkąd zobaczył reklamę) było, by pójść do kina na Pszczółkę Maję. Dzisiaj więc, skoro za oknem leje i leje, postanowiliśmy się wybrać. Kino, rzecz jasna, w centrum handlowym. 

Naiwni stawiliśmy się na seansie punktualnie, co oznacza, że obejrzeliśmy 15 minut reklam, nie zawsze dostosowanych dla maluchów. Sam film? Cóż, mnie śmiech Maji zaczął irytować po jakichś 5 minutach. Krzyś miał dosyć po jakichś 40 minutach, a Werka zupełnie nie protestowała, gdy zarządziliśmy przedwczesną ewakuację. Być może wpływ na to miał również fakt, że po seansie mieli obiecane małe lody:)

Ale za to jaka była radość, jak kupiliśmy popcorn! Ja nie wiem, co on w sobie ma:) I jeszcze zaliczyliśmy radość w toalecie (tak, tak), gdyż było tam bardzo dużo zlewów obok siebie i to się im szalenie podobało. No i jeszcze ruchome schody - to jest prawdziwa atrakcja!

W sumie mieliśmy całkiem udane popołudnie, zwłaszcza że jeszcze wieczorem spontanicznie zostaliśmy ściągnięci na kolację do przyjaciół. Werka padła w drodze powrotnej, Krzyś ledwo zdołał umyć zęby i też już spał. Aczkolwiek galerie handlowe z kinem czy bez wciąż będziemy omijać z daleka.

23:46, malypopek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 13 października 2014
Poniedziałek

Dziś zapomnieliśmy, że to poniedziałek, że jutro do pracy i przedszkola, że trzeba rano wstać, że to i tamto. 

Dziś kładziemy się z zapachem dymu we włosach, ze smakiem przypieczonego chleba, kiełbaski i parówki, z ciepłem bijącym od ogniska rozpalonego spontanicznie w ogrodzie. 

A przedtem rodzinnie zagrabiliśmy tonę liści! I jutro pewnie czeka nas to samo, choć Krzyś nam zapowiedział, że on już nigdy w życiu nie będzie grabił. Chyba się zmęczył :)

23:24, malypopek
Link Dodaj komentarz »
piątek, 03 października 2014
Nie sądziłam, że to się kiedyś zdarzy!

Przychodzę po dzieci do przedszkola, najpierw odbieram młodszą, która obdarowuje mnie swoim pierwszym, cudnym rysunkiem. A potem idę po starszaka, tyle że Krzyś na mój widok dramatycznie przewraca oczami i w ogóle nie chce wyjść :) Naprawdę, nie sądziłam, że doczekam takiego dnia.

Być może niejaki wpływ miało na to nasze prawie tygodniowe przebywanie ze sobą, bo Krzyś nabawił się zapalenia ucha i nie chodził do przedszkola. Pozwalałam mu się więc nudzić w domu i udało się - zatęsknił za przedszkolem!

23:23, malypopek
Link Dodaj komentarz »
sobota, 20 września 2014
Szkoda czasu

Jest już grubo po 20, ale dzieci mogą iść dzisiaj spać, o której chcą - jutro niedziela, nie trzeba wstawać , w głebi ducha liczymy, że dadzą nam pospać :) Krzyś zapamiętale wycina, a Weronika układa drewienka. Nagle mówi, że chce kupę. Idzie z tatą, ale po chwili siedzenia na toalecie mówi:

- E, nic nie ma, szkoda czasu.

I pędzi do drewienek:) 

22:30, malypopek
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 55