RSS
czwartek, 18 września 2014
Psycholog

Czy ja za dużo wymagam? Czy może się czepiam?

Taka sytuacja: jesteśmy z Krzysiem na zajęciach u pani psycholog. Zajęcia nudnawe, zbyt banalne i sztampowe, ale staram się nie krytykować, bo jestem tam tylko obserwatorem. Dziś o emocjach, Krzyś nazywa minki zwierzątek, odgrywa scenki itp. Na koniec pani pokazuje dwie buźki: uśmiechniętą i smutną. Coś o tym rozmawiają, coś do nich przyporządkowują (przepraszam za relację, ale chyba w tym momencie przysypiałam...), po czym podchodzą do tablicy i pani mówi:

- Krzysiu, przed chwilą widziałeś dwie minki, uśmiechniętą i smutną. Proszę, narysuj jedną z nich, którą chcesz.

Krzyś rysuje smutną. Pani uśmiecha się z zakłopotaniem, bo widzi, że się ożywiłam i patrzę w ich stronę. Po czym mówi:

- Aha, narysowałeś smutną. To teraz narysuj drugą buźkę, taką uśmiechniętą. 

Krzyś posłusznie, choć ociągając się, rysuje uśmiechniętą.

- Brawo! A zobacz, tam leży gąbka, weź ją i zmażemy tę smutną buźkę, tak? Żeby nam została tylko ta uśmiechnięta, żebyś miał dobry humor i się uśmiechał, jak stąd wychodzisz.

 

I boję się, że Krzyś będzie trafiał na takich właśnie nauczycieli i pedagogów. Którzy myślą jedynym słusznym schematem, którzy nie chcą podążać za dzieckiem i za tym, co u dziecka w środku. A może przesadzam?

23:28, malypopek
Link Komentarze (1) »
niedziela, 14 września 2014
Marzenie

Idziemy z Krzysiem za łapkę, Werka śpi u mnie na plecach. 

- Wiesz, mamo, mam takie marzenie.
- Jakie?
- Że idę sam ze szkoły do domu. I przychodzę, i siadam u Ciebie na kolanach, i się przytulam. 

Rozpłynęłam się. 

Krzyś ma ogromną potrzebę niezależności i samodzielności przy jednoczesnym strachu i niepewności. Staram się dawać mu jak najwięcej różnych zadań wymagających odwagi, samodzielnych działań, a przy tym wszystkim nie zapominać, że najwięcej to mu potrzeba przytulania :)

22:06, malypopek
Link Dodaj komentarz »
sobota, 13 września 2014
Esencja jesieni

Uwielbiam lato, ale jesień też jest tak bogata! Dziś z rana (no dobra, przed dziewiątą:) pojechaliśmy na grzyby - największe znajdowaliśmy tuż przy drodze, Krzyś sam znajdował i te malutkie, i te okazałe sztuki, a Werka prawie cały spacer spędziła na plecach - zeszła jedynie na drugie śniadanie! Tym sposobem przy piekarniku suszy nam się 10 wianuszków czarnych łebków. A piekarnik rozgrzałam, bo nie mogliśmy się oprzeć i po raz kolejny upiekłam ciasto ze śliwkami. I jeszcze dynię, będzie zupa lub ciasto lub bułeczki. Powoli zaczynamy też zbierać spadające orzechy, wyjadamy kolejne dojrzewające maliny i wciąż przerabiamy spadające jabłka. I jeszcze sąsiadka obdarowała nas winogronami. Domyślacie się, jak cudnie u nas teraz pachnie? Krótko mówiąc, tę jesień przejadamy :)

21:41, malypopek
Link Dodaj komentarz »
środa, 10 września 2014
Pobudki

Wstajemy rano, to znaczy Werka budzi mnie, a ja próbuję obudzić Krzysia. Ostatnio przychodzi mi to z wielkim trudem. Tłumaczę mu więc, że powinien chodzić wcześniej spać, to rano będzie bardziej wyspany. Krzyś oczywiście protestuje i uważa, że powinien jedynie dłużej spać.

- Ok, ja też lubię długo pospać - mówię - więc umówmy się, że w sobotę nie będę Cię budzić, dobra?
- Dobra. A mogę przespać cały dzień?
- Jasne, jeśli będziesz chciał - w skrytości ducha rozkoszuję się tą wizją i pełna nadziei dodaję - i w niedzielę też możesz spać, jak długo chcesz.
- Nie, w niedzielę muszę wstać wcześnie, bo po śniadaniu są lizaki - Krzyś sprowadza mnie na ziemię. 

22:38, malypopek
Link Komentarze (3) »
wtorek, 09 września 2014
Miało być

Dziś było dobrze. Werka nie płakała, jak ją odbieraliśmy z przedszkola, a rano chwyciła za rękę panią Gienię i nawet się na nas nie obejrzała. Krzyś opowiadał z kim się bawił i jakie zadania w swojej książce zrobił, a jakie planuje na jutro. Po wspólnym obiedzie pojechaliśmy rowerami na poszukiwanie kasztanów (niektórzy zbierali, a niektórzy ucięli sobie drzemkę na trawce:). A potem jeszcze zaprosiliśmy babcię, która pomogła tworzyć kasztanowe ludziki, i dziadka, który wcielał się posłusznie a to w geparda, a to w sowę. 

Na spacerze zrobiło się chłodno, więc po przyjściu do domu zaparzyłam herbatkę z lipy. Nic nie mówiąc podaję Werce, a ona patrzy na kubek, potem na mnie i mówi:

"Miało być kakao..." 

23:22, malypopek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 04 września 2014
A ja już wiem...

...że jeśli Krzyś uśmiecha się, idąc do przedszkola, to i Werka łatwiej znosi wejście do sali (dziś prawie nie płakała!)

...że studentki pedagogiki jeszcze wiele muszą się nauczyć (ta, która przyprowadza nam Werkę, etykietuje dzieci i operuje straszliwymi schematami)

...że śmiech, poczucie humoru i zabawa ułatwia wiele (dzisiaj nasza droga do przedszkola była zabawą w łapanie plam słońca i wygrzewanie się; nie było ani jednego jęknięcia, prośby o wzięcie na ręce czy hasła: ja nie chcę iść do przedszkola)

...że mam mechanizm jak pies Pawłowa (byłam sama w domu, zrelaksowana wieszałam pranie i nagle usłyszałam płacz i wołanie mamy - momentalnie byłam zwarta i gotowa do wybiegnięcia przed dom i szukania moich dzieci)

...że w moim nowym koszyku rowerowym mieści się: 20 jaj, kilogram śliwek, 5 pomidorów i 4 ogórki małosolne (pojechałam dziś sobie sama rowerem na rynek i miałam ochotę krzyczeć freedom jak Mel Gibson) 

22:04, malypopek
Link Komentarze (2) »
wtorek, 02 września 2014
Opijanie przedszkolaka

W momencie gdy podjęliśmy decyzję o posłaniu Krzysia do przedszkola, dołączyłam na forum do grupy mam, które po raz pierwszy oddają dziecko w obce ręce. Główna rada, jaką stamtąd zapamiętałam, to: jak już zaprowadzisz do przedszkola, idź z mężem/koleżanką/mamą na drinka :) Aby odreagować, uspokoić się i zapić stres.

Wtedy mi się to nie udało (o ile dobrze pamiętam, to po oddaniu Krzysia w ręce tej okropnej przedszkolanki, zostałam i warowałam przez dwie godziny na korytarzu z Werką w chuście), postanowiłam więc nadrobić. Zaprosiłam przyjaciółkę, która też oddała dwie swoje córeczki do przybytku i poszłyśmy opijać - kawą z ciastkiem rzecz jasna, bo ona prowadziła, a ja wciąż karmię. Było świetnie, przyjemnie, gadałyśmy sobie i nikt nam nie przerywał, podzieliłyśmy się stresem, plotkami, ostatnimi wydarzeniami, ale...

dziś mi to było potrzebne!!! Bo wczoraj to moje dzieci do przedszkola poszły radosne, a dziś wyły od rana obydwa! I płakały. I jęczały, że chcą zostać z mamą, w domu, i że przedszkole jest głupie. To tak w skrócie.

Byle wytrzymać do piątku, byle do piątku...

21:55, malypopek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 01 września 2014
Przedszkolaki mam już dwa

Spieszę donieść, że kocham przedszkole! Jak tylko odstawiliśmy Krzysia i Werkę do swoich sal, poszliśmy na zakupy, zrobiliśmy sobie przepyszne, niespieszne śniadanie i jeszcze zdążyliśmy porozmawiać.

Podobno Werka była jedną z dzielniejszych, łezki poleciały jak inne mamy zaczęły odbierać swoje dzieci, a nas ni widu ni słychu. Ale po odespaniu i wytuleniu się przy mamie humor powrócił. Zaczęła nam nawet co nieco opowiadać: że jest Emilka, że pani ma na imię Ania, że była sama siku (!), że zjadła zupę z ziemniakami i makaron, że układała lalę do snu. Jestem wewnętrznie o wiele spokojniejsza.

Najfajniejszy zaś był jej entuzjazm, nieco przez nas podkręcany. W niedzielę dostała nowe papcie do przedszkola - do wieczora ich nie zdjęła, ba, chciała iść w nich spać. Worek z rzeczami musiał stać koło łóżka. Rano, zapytana co chce na śniadanie, odpowiedziała: "Zjem w przedszkolu"!

Krzyś zaś, jak przystało na prawdziwego weterana przedszkolnych przygód, zrobił nam karczemną awanturę w szatni - czyli wszystko w normie;)

22:38, malypopek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 21 sierpnia 2014
I już

Kilka dni temu pierwszy raz zmarzłam pod prysznicem. Potem zaczęłam zamykać wieczorami okna. Wyciągnęłam dzieciom cieplejsze piżamy. Przeprosiłam się z bluzą wciśniętą głeboko do szafy. 

Już tęsknię za latem. 

PS. Relacji z wakacji chyba nie będzie. Aczkolwiek było to chyba jedno z najfajniejszych lat ostatnimi laty :) 

22:05, malypopek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 15 czerwca 2014
Jazda sobotnio-niedzielna

Mieliśmy to szczęście, że mężowe dni wolne przypadły na weekend, więc sobotę i niedzielę spędziliśmy jak typowa rodzina z małymi dziećmi:) 

Sobotnie przedpołudnie to i sprzątanie, i zakupy, i rysowanie, i spacer w deszczu, i bałaganienie. A potem spontaniczna decyzja o wyjeździe chłopaków na miejską imprezę (oglądali pokaz łodzi, łapali ogromne bańki mydlane), my zaś dołączyłyśmy po drzemce (za to ze świeżymi muffinkami:). Razem poszliśmy jeszcze na plac zabaw i na lody, do sympatycznej, malutkiej, kolorowej kawiarenki, w której oprócz lodów piliśmy także śmiesznego bubble drinka i skąd wyniosłam książkę na wieczór. 

Niedziela zaś upłynęła pod znakiem spotkania rodzinnego - był i grill uwielbiany przez Krzysia, i ciasto, i galaretka (pozycje obowiązkowe). A potem - cała rodzina postanowiła nauczyć Krzysia jeżdżenia na rowerze bez bocznych kółek. I wiecie, że się udało?

Trzymałam młodego przez chwilkę, puściłam jak nie widział i jechał :) Potem trzymaliśmy siodełko już tylko na starcie, a po pół godzinie młody już sam startował, zakręcał, hamował i jeździł jak szalony! Niewątpliwie to zasługa wyćwiczenia doskonałej równowagi na rowerku biegowym i, oczywiście, wsparcia rodziny! Takiego dopingu babci, dziadka i rodziców nasza ulica nie widziała od lat :)

23:02, malypopek
Link Komentarze (1) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 55