RSS
czwartek, 27 marca 2014
Werka mówi

Werka zaczyna gadać. Po naszemu:) To znaczy bez problemu komunikujemy się już od około wakacji, bo rozumie wszystko i dużo potrafi nam przekazać. Teraz jednak, od jakichś dwóch tygodni, codziennie dochodzi jej jakieś nowe słowo. Dziś np. padło "Zosia" (przy wspólnym obiedzie z babcią Zosią rzecz jasna) oraz "Jurać" co oznacza dziadka Jurka. Lubi też powtarzać nasze frazy, np. "zimna ściana" :) I mamy wrażenie, że teraz to się zacznie, matko, przecież już dziś jest nam czasem trudno usłyszeć własne myśli, przez te ich śpiewy, zabawy, okrzyki, paplaninę Krzysia. Jak dojdzie jeszcze druga paplanina, to G. chyba ucieknie. Bo ja to się po prostu przyłączę - wszak po kimś to gadulstwo mają :)

21:51, malypopek
Link Dodaj komentarz »
środa, 26 marca 2014
Pierwsze TAK

Długo na nie czekaliśmy. Od dawna Werka mówi NIE mocno i zdecydowanie, ale TAK pojawiało się jedynie jako gest lub coś pomiędzy "yhm" i "mmm". Aż do niedzielnego wieczoru.

Leżymy wszyscy w łóżku, światło zgaszone, dzieci zaraz mają zasnąć. Nagle Krzyś odwraca się do Werki i niespodziewanie pyta: "Werka, lubisz mnie?", a Werka na to głośno i wyraźnie: "Tak". Tadam! Pierwsze TAK czekało po prostu na odpowiednie pytanie :)

12:51, malypopek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 18 marca 2014
Migawki

Usilnie pracuję nad tym, by zapach domu kojarzył się moim dzieciom m.in. z zapachem czegoś pysznego:) Dziś zrobiłam domową granolę i owsiane ciastka z dodatkiem powideł. W dodatku ciepło piekarnika dobrze nam robi w te zimne i wietrzne dni. Wyściubiamy nosy z domu jedynie do przedszkola i z powrotem. W ogródku pokazały się już krokusy, ale aktualnie oprotestowały brak słońca. Co tu kryć, za oknem szaro, buro i ponuro. Umilamy sobie czas Baśniami Andersena, nieśmiertelną grą Gdzie jest żabka, zabawą ludzikami i zwierzątkami z duplo, jedzeniem owoców na różne sposoby, kolorowymi kanapkami czy tworzeniem własnej tv:)

A Werka powiedziała dziś 'zebra'. Tak po prostu :)

23:35, malypopek
Link Komentarze (3) »
czwartek, 06 marca 2014
Pod samolotem

- Krzysiu, co ci się najbardziej podobało na tej wycieczce?

- Że mogliśmy wejść pod samolot!

Przedszkolaki były dziś na wycieczce w szkole, w której reperuje się samoloty. Wycieczce autokarowej, czyli serce moje drżało, a umysł co rusz podsuwał czarne wizje (lawina ruszyła, jak podpisywałam zgodę na wycieczkę oraz na dokonywanie wszelkich interwencji i zabiegów medycznych ratujących zdrowie i życie...). Ale udało się - wypuściłam synka spod skrzydełek mamy kurki. Tylko plecaka mu nie dałam, bo bałam się, że to za dużo do pamiętania i że zgubi:) Tak czy siak, pierwsza wycieczka autokarowa za nami!

A zeznania wieczorne brzmią tak:

- Krzysiu, a jaki był najmilszy moment w ciągu dnia?

- Jak byłem w przedszkolu. I po mnie przyszłaś!

23:06, malypopek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 03 marca 2014
Dzień Pisarza

Podobno dziś, tj. 3 marca, przypada Światowy Dzień Pisarza. Uczciliśmy go w nader godny sposób, bowiem wczoraj Krzyś stworzył swoją pierwszą książkę! Zaniósł ją dziś dumny do przedszkola. Na początku było ciężko, Krzyś nie mógł się skupić, chciał  narysować bajkę o smoku wawelskim, ale podpowiedzieliśmy mu, że może wymyślić własne przygody dla kogokolwiek chce. Ożywił się i popłynął.

Uwaga, uwaga, oto bajka Krzysia pt. O wróbelku Elemelku, co był chory:

(Kartki związane sznurkiem i podpisane Krzyś przyniósł z przedszkola. Ja napisałam tytuł i narysowałam główną część wróbelka - Krzyś dorysował oko i nogi.)

 

Wróbelek Elemelek był chory. Poszedł więc do wiewiórki po sok malinowy. /Tu zaznacza się wyraźny wpływ słuchanego ostatnio Czerwonego Kapturka, w której to wersji chora babcia prosi mamę Kapturka o taki sok właśnie/

Elemelek to ten u góry (narysowałam jedynie dzióbek i oczko), a wiewiórka to ta pomarańczowa w swoim domku (tylko jest do góry nogami, bo Krzysiowi się przekręciło:) Czerwona plama obok to sok malinowy)

Następnie Elemelek poszedł do nietoperza po owoce.

(Dorysowałam jedynie dzióbek Elemelkowi, a nietoperzowi skrzydła i uszy; z owoców jabłko i pomarańcza jest Krzysia, a moja malina)

Potem poszedł do sowy po warzywa. Dostał ogórka, cukinię, pora, marchewkę i rzodkiewki. (Tu trochę podrasowałam sowę - uszy, oczy, dzióbek i skrzydełka; standardowo dorysowałam dzióbek wróbelkowi i pora, marchewkę i bladą rzodkiewkę)

A jak już wyzdrowiał to poszedł na lody (malinowe, waniliowe vel cytrynowe i jagodowe), a potem położył się i zasnął. (Mój jest tu tylko dzióbek, wafelek i bardzo nieudane łóżko:)

Koniec

Fajne, co? :)

22:08, malypopek
Link Komentarze (2) »
piątek, 28 lutego 2014
O chlebie

Smak tego chleba poznałam w domu moich dziadków. Wyjadałam im z chlebaka, choć był już suchy i twardy. Gdy dziadek kupił duży bochenek, obowiązkowo dostawałam jego część. Bo to nie jest zwykły chleb. Jak napiszę, że to chleb miłości, to już nikt tego dalej nie przeczyta:)

Jest ciężki, gliniasty. Smakuje niesamowicie i, choć bardzo by się chciało, nie można go zjeść za dużo. Pieczony w prostokątnej formie, z prawie zawsze spaloną skórką u góry. Już samo powąchanie sprawia, że czujesz, iż to jest prawdziwy chleb.

Można go kupić tylko w jednym sklepie w naszym mieście i tylko wcześnie rano. Jeszcze niedawno chodził po niego mój dziadek. Mijał Bazylikę, kierował się w dół, skręcał i był w piekarni. Gdy zaniemógł i długa wyprawa stała się ponad jego siły, czasem po chleb zachodziła babcia. Jednak nie chodziła tak wcześnie, a jedynie zamawiała chleb telefonicznie (do tej pory nie wiem, jak ona to robi:) i odbierała dopiero po porannej mszy. Teraz w buty dziadka wszedł jego syn - mój tata. I kupuje bochenek dla swoich rodziców, dla siebie i mojej mamy, i dla nas. A wszystkim do tego obowiązkowo rogaliki - czy muszę dodawać, że takich rogalików nigdy w życiu nie jedliście?

22:48, malypopek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 23 lutego 2014
Kaszlak i katarkowa

Chory od zeszłego poniedziałku Krzyś wychodzi na prostą i jutro idzie do przedszkola. Żeby nie było różowo, Werka przechwyciła już wirusa i aktualnie ma gigantyczny katar, co równa się trudnościom w spaniu, chyba że na rodzicu. Choróbska nie przeszkadzają im jednak w szaleństwach, chociażby w kościele, gdzie Werka dziś skacząc ze schodka wykonała efektowny pad na kafle, po czym wstała, roześmiała się i pobiegła zrobić to drugi raz. Miałam wrażenie, że pierwszy rząd wiernych pęka ze śmiechu i zaraz usłyszę oklaski :)

Tymczasem jedziemy sobie w piątek autem, Werka śpi, a Krzyś gada trochę do mnie, trochę do siebie:

- Chciałbym być rybą. Chciałbym być foką. Chciałbym zobaczyć Pana Boga. Chciałbym być tygrysem...

23:03, malypopek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 20 lutego 2014
Pomyłka

Z powodu choroby Krzysia, troszkę nudzimy się* w domu. I bardzo dobrze, bo to mój sekretny plan - Krzyś ma zatęsknić za przedszkolem:)

Dzisiaj, Werka przebudziła się z drzemki i dosypiała jeszcze u mnie na rękach, G. w pracy, a Krzyś też w porze zmęczenia, jęcząco-marudzący. W końcu staje przede mną i mówi:

- No kiedy ona się obudzi, chciałbym się z nią pobawić.

Mówię, że pewnie za chwilkę, zwłaszcza jeśli mówi tak głośno. I rzeczywiście, Werka się budzi, gotowa do zabawy z bratem. Chwilę się bawią, po czym Krzyś chodzi za mną i narzeka, że się nudzi. Szczerze zdziwiona mówię:

- Przecież chciałeś, żeby się obudziła i mówiłeś, że będziecie się razem bawić.

- Pomyliłem się.

 

* Kto się nudzi ten się nudzi, ja dziś machnęłam ok. 60 pierogów z kapustą i grzybami, bo to, co wyjęłam z zamrażarki nie było bigosem, a wielką paką grzybów właśnie:)

21:23, malypopek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 16 lutego 2014
A w sobotę...

A w sobotę rano nastąpiło coś, co dało nam nadzieję. Dużo nadziei:)

Otóż Krzyś i Werka po śniadaniu samodzielnie bawili się w chowanego - sami ze sobą! Kto przez ostatnie cztery lata nie zajmował się dzieckiem lub dwoma nie zrozumie tej radości:)

Na poważnie, jasne że wcześniej bawili się razem i bez nas, i w ogóle. Ale nie w taką zabawę, w której Werka jest pełnoprawnym, akceptowalnym partnerem. Tylko trochę jej w liczeniu pomagaliśmy, bo zaczyna od "tsi" :)

23:05, malypopek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 03 lutego 2014
Motywacja

Ostatnie prawie dwa tygodnie siedzieliśmy w domu. Różniste choroby (ja np. przeżyłam kręcz szyi, ludzie, jak to boli!), gorączki na zmianę (Krzyś i Werka), kaszel (cała trójka), katar (cała czwórka), mróz i ogólne zniechęcenie do przedszkola (Krzyś) skutecznie sprawiły, że wyściubialiśmy nos tylko wtedy, gdy naprawdę musieliśmy oraz że prawie zaprzyjaźniłam się z naszą pediatrą, gdyż rozmawiałam z nią codziennie:) No i przeżyliśmy też pobieranie krwi u Werki - udało się, była najdzielniejsza z dzielnych, ale to ja miałam zakrwawione spodnie.

Do rzeczy. Dziś pierwsze, długo oczekiwane (ja), bardzo niechciane (Krzyś) wyjście do przedszkola. Obudziliśmy się o ósmej. Normalnie, gdy budzimy się o tej porze, to mniej więcej po dziewiątej jesteśmy w przedszkolu. A dziś, tere fere, Krzyś zameldował się w Pszczółkach już o 8.45! W pół godziny oporządziłam siebie, dzieci, wstawiłam pranie, podałam śniadanie, zrobiłam kanapki do pracy i wystawiłam za drzwi mężowi do ubrania i wstawienia do samochodu. W pół godziny, że tak sobie podkreślę, bo to absolutny rekord! Grunt to motywacja!

23:11, malypopek
Link Komentarze (2) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 55