RSS
poniedziałek, 13 lipca 2015
Stało się!

To się naprawdę stało - właśnie wyprawiłam dzieci na trzydniowe wakacje z dziadkami! Ja wiem, że dla niektórych to żaden wyczyn, ale dla mnie to coś nieosiągalnego od pięciu lat - jesteśmy sami przez kilka dni!

Co prawda chodzimy do pracy, mamy zaplanowane malowanie, sprzątanie, remontowanie itede, itepe, ale teraz napajam się... I aż głowa mnie boli od mnogości wyboru, co mogę robić :)

PS. Ale jeszcze muszę opisać weekendową wyprawę chłopaków na obóz harcerski! Krzyś wrócił zadowolony, szczęśliwy, w rogatywce taty, krótkich spodenkach i trampkach, więc gdzieś tam głęboko poczułam to ukłucie serca, że on już taki duży! Nocowali w namiocie, łowili ryby, pływali rowerem wodnym, zbierali jagody, Krzyś zasnął przy ognisku, dostał jabłko od pana kucharza i szczerzył się jeszcze dwie godziny po przyjeździe!

13:39, malypopek
Link Dodaj komentarz »
sobota, 04 lipca 2015
Dzięki Ci Boże za dziadków!

Dzięki nim dzieci nasze miały dzisiaj i opiekę, i przeżycia :) Wczoraj wieczorem zostali na noc u moich rodziców i rano Krzyś wybrał się z dziadkiem do jego warsztatu. Po moim powrocie z pracy odebrałam szczęśliwe dzieci, doszliśmy do kawiarenki, w której jest nie tylko klimatyzacja, ale i sala zabaw z animatorką w cenie ciasta :) A potem do akcji wkroczyli drudzy dziadkowie i zabrali wnuki na basen. I nie, młode nie padły jak muchy zaraz po bajce - z nadmiaru wrażeń wręcz nie mogły zasnąć! Zresztą to nic dziwnego, skoro z jednym dziadkiem Krzyś musiał przedzierać się przez kłujące chaszcze, a z drugim tak zjechali ze zjeżdżalni na basenie, że aż ratownicy ich wyciągali :)

22:51, malypopek
Link Dodaj komentarz »
piątek, 03 lipca 2015
To dziś

Nie zdołam opisać już tego, co minęło. Choć jeszcze miesiąc temu się łudziłam, że dam radę :)

Skupiam się zatem na dniu dzisiejszym. Bo dziś, właśnie dziś, szłam sobie ze słońcem na twarzy, muzyką w uszach i wiatrem we włosach, po godzinie UWAGA 20.00 i UWAGA sama! Szczęśliwe dzieci oddałam pod opiekę dziadkom (za zgodą i ku radości wszystkich zainteresowanych!), mąż w pracy, a ja sobie szłam. I Turnau mi śpiewał do ucha "Jesteś kwiatem który do życia się budzi..."

To trzecia noc Werki u moich rodziców. Pierwszej nocy płakała, głośno i wytrwale. Drugą przespała calutką, ciesząc się o poranku. Zatem dziś to już rutyna i mogę się cieszyć już teraz, a nie dopiero o poranku, gdy usłyszę od mamy "było dobrze, spała całą noc".

Zatem słucham sobie jeszcze trójki (bardzo głośno, bo nikogo nie obudzę!), piję miętę i zaraz zmykam do ogrodu na hamak. Lipcowa, ciepła noc kusi i woła :)  

 

21:50, malypopek
Link Dodaj komentarz »